Susza odsłania dno „morza” z dzieciństwa
Zalew Sulejowski od dziesięcioleci pełni rolę szczególną — to pierwsze „morze” w zbiorowej pamięci mieszkańców województwa łódzkiego, ale też cel wypoczynku dla rodzin z Kielc, Radomia i Warszawy, którym bliskość gierkówki ułatwiała dojazd nad wodę. Dziś ten zbiornik na Pilicy, spiętrzony przez zaporę w Smardzewicach od 1973 roku, zmaga się z kryzysem, który nie jest wyłącznie kwestią turystyczną — dotyka ekologii, gospodarki wodnej i pytania fundamentalnego: czy instytucje państwowe zarządzają zasobami wodnymi w sposób adekwatny do wyzwań klimatycznych naszych czasów.
Teza jest prosta, choć jej konsekwencje złożone: Zalew Sulejowski traci wodę nie tylko wskutek suszy, lecz również dlatego, że obowiązujące regulacje odpływu nie zostały dostosowane do nowych realiów hydrologicznych, a odpowiedzialna za zbiornik instytucja — Wody Polskie — zasłania się dokumentem ważnym do 2031 roku, zamiast podjąć pilną analizę sytuacji. To nie jest zarzut o złą wolę. To diagnoza systemowej bezwładności, która w środku lata kosztuje lokalną społeczność, przyrodę i gospodarkę turystyczną.
Liczby, które mówią same za siebie
Dane publikowane przez Wody Polskie są bezlitosne w swojej precyzji. Normalna pojemność Zalewu Sulejowskiego wynosi 75 mln m sześc., przy maksymalnej na poziomie 84 mln. Jeszcze w maju zbiornik zbliżał się do normy. Dziś jego zasoby wynoszą zaledwie 54 mln m sześc. — to deficyt rzędu 21 mln m sześc. w ciągu zaledwie kilku tygodni. Lustro wody jest o ponad metr niższe od normy, a rzeczniczka Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie, Anna Truszczyńska, potwierdza, że poziom spada średnio od 1 do 3 cm na dobę. W piątkowe popołudnie plaża w Barkowicach stoi pusta, a cofająca się woda odsłania rozległe łachy piasku daleko od linii brzegowej. Żeglarze z sąsiednich Barkowic Mokrych ostrzegają, że na mieliznę można wpaść nawet na środku zbiornika.
Kluczem do zrozumienia dynamiki kryzysu jest zestawienie dwóch liczb, które dr Marcin Jaskulski, geograf z Uniwersytetu Łódzkiego i wieloletni badacz zalewu, przytacza z rozbrajającą prostotą. Zgodnie z instrukcją wydaną przez Wody Polskie odpływ z zalewu regulowany jest na średnim poziomie dobowym 11 m sześc. na sekundę. Tymczasem naturalny dopływ z górnego biegu Pilicy w pierwszej połowie lipca wynosił zaledwie 7,86 m sześc. na sekundę. Różnica jest oczywista: zbiornik oddaje rzece więcej, niż rzeka mu dostarcza. Przez wiele tygodni Pilica poniżej zapory jest w znacznej mierze zasilana wodą zgromadzoną w zalewie, nie zaś bieżącymi opadami czy spływami z dorzecza.
Ekologia, turystyka i granice instytucjonalnej elastyczności
Dr Jaskulski, który — jak sam przyznaje — właśnie jedzie zabrać swoją łódkę z portu, bo poziom wody uniemożliwia jego funkcjonowanie, nie ogranicza się do narzekań żeglarskich. Jego obawy mają wymiar przyrodniczy, który powinien niepokoić każdego, kto rozumie, czym jest dziedzictwo naturalne. Obniżenie poziomu wody odsłoniło rozległe fragmenty strefy przybrzeżnej i utworzyło lądowe połączenia z wyspami oraz pasami trzcin, które dotychczas stanowiły ostoję ptaków wodnych. Do miejsc lęgowych kaczek, perkozów i czapli mogą teraz swobodnie docierać lisy i zdziczałe koty. Na odsłoniętym dnie widać martwe małże i rozkładającą się materię organiczną. Naukowiec skierował swoje obawy do Wód Polskich, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Łodzi, Nadleśnictwa Smardzewice oraz Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Łódzkiego — i przynajmniej Sulejowski Park Krajobrazowy zapowiedział zajęcie stanowiska zbieżnego z jego diagnozą.
Odpowiedź Wód Polskich jest rzeczowa, ale zarazem symptomatyczna dla sposobu myślenia dużych instytucji o własnych kompetencjach. Truszczyńska wyjaśnia, że wysoki odpływ wynika z obowiązku zapewnienia przepływu biologicznego w Pilicy poniżej zapory, koniecznego dla ochrony ekosystemu rzeki i zaspokojenia potrzeb jej użytkowników. Przyznaje też, że obniżony poziom wody w Zbiorniku Sulejowskim jest skutkiem trwającej suszy hydrologicznej w zlewni Pilicy i że podobna sytuacja dotyczy wielu rzek i zbiorników retencyjnych w Polsce. Zmiana instrukcji jest zaś niemożliwa bez przeprowadzenia szeregu analiz, a obowiązujący dokument zachowuje ważność do 2031 roku. Innymi słowy: procedura jest ważniejsza niż pilna rzeczywistość.
Dr Jaskulski nie kwestionuje samej zasady przepływu biologicznego — rozumie jej sens i konieczność. Stawia jednak pytanie, które powinno stać się przedmiotem poważnej debaty publicznej: czy w warunkach długotrwałej suszy nie powinny obowiązywać bardziej elastyczne zasady gospodarowania wodą, które pozwolą chronić zarówno ekosystem zalewu, jak i potrzeby użytkowników rzeki poniżej zapory? To pytanie nie jest retoryczne. Polska zmaga się z postępującymi zmianami klimatycznymi, a susze hydrologiczne będą coraz częstsze i coraz głębsze. Zarządzanie wodą według dokumentów sprzed dekady, bez mechanizmów szybkiego reagowania, to luksus, na który kraj nad Wisłą nie może sobie pozwolić.
Lokalny opór i perspektywa długofalowa
Warto jednak zachować proporcje. Ekspedient sklepu w Barkowicach Mokrych zauważa ze spokojem, że choć żeglarze narzekają, a z kąpielami jest słabo, weekendy wciąż przyciągają rowerzystów, spacerowiczów i wczasowiczów rozlokowanych po kwaterach. Na polanie nieopodal zalewu wczasowicze smażą placki i zapewniają, że ryby biorą, jak brały. Martwy sezon to nie jest — ale sezon wyraźnie gorszy od możliwego, a lokalna gospodarka turystyczna odczuwa skutki kryzysu w portfelach, nie tylko w nastrojach.
Wody Polskie podkreślają, że obecny kryzys nie jest związany z planowaną rewitalizacją zbiornika, której dokumentację zlecił przed rokiem minister infrastruktury Dariusz Klimczak. Wiosną 2026 roku instytucja poinformowała, że prace dokumentacyjne wciąż trwają i że w bieżącym roku nie planuje się ani prac budowlanych, ani spuszczania wody ze zbiornika. Rewitalizacja może w przyszłości uatrakcyjnić zalew dla turystów — ale to perspektywa odległa, a problem jest teraźniejszy i konkretny.
Zalew Sulejowski jest zwierciadłem szerszego problemu: Polska dysponuje rozbudowaną infrastrukturą wodną, lecz zasady jej eksploatacji nie nadążają za tempem zmian klimatycznych. Instytucje odpowiedzialne za gospodarkę wodną mają obowiązek nie tylko stosować obowiązujące przepisy, lecz również inicjować ich aktualizację w obliczu nowych danych. Susze będą wracać. Pytanie, czy wróci też woda do Zalewu Sulejowskiego — i czy następnym razem będziemy lepiej przygotowani.

