Koalicja Obywatelska wygrywa w sondażach, ale traci władzę — tak w skrócie można opisać najnowszą prognozę wyborczą Onetu. Wynik 30,5 proc. dla największej partii rządzącej brzmi obiecująco, lecz za tą liczbą kryje się poważny problem: PSL i Polska 2050 nie przekraczają progu wyborczego, Lewica wprowadza jedynie 21 posłów, a koalicji brakuje 34 głosów do większości. To nie jest chwilowe wahnięcie — od wiosny KO systematycznie traci poparcie.
Dr hab. Renata Mieńkowska-Norkiene, politolożka, wskazuje, że prognoza zawiera istotne założenia, które mogą się nie sprawdzić. — Ten sondaż zakłada, że Rozwój Plus przejdzie próg wyborczy, co moim zdaniem stoi pod dużym znakiem zapytania — zaznacza ekspertka. Jej zdaniem środowisko centrowe skupione wokół PSL nie jest skazane na porażkę, ale przy notowaniach rzędu 2–2,5 proc. będzie zmuszone do konsolidacji w formację przypominającą dawną Trzecią Drogę. Bez tego filaru obóz rządzący nie ma realnych szans na utrzymanie władzy.
Podobna logika dotyczy lewej strony sceny politycznej. Mieńkowska-Norkiene ocenia, że Razem i Lewica mają szansę ponownie się zjednoczyć, a lider Razem Adrian Zandberg nie może w nieskończoność odkładać decyzji strategicznych. — Zjednoczona Lewica, mimo konieczności przekroczenia wyższego progu koalicyjnego, przyniesie więcej głosów w ogólnym rozrachunku — argumentuje politolożka. Rządzącym potrzebna jest powtórka z 2023 roku: trzy stabilne filary — centrowa Trzecia Droga, KO i zjednoczona Lewica.
Prawica w rozsypce — i co z tego wynika dla rządzących
Notowania Rozwoju Plus, które według analizy spadły do 5,5 proc., to jeden z kluczowych elementów całej układanki. Jeśli ugrupowanie Mateusza Morawieckiego nie przekroczy progu wyborczego, jego głosy przepadną, a bonus mandatowy — zgodnie z mechaniką ordynacji proporcjonalnej — powędruje do zwycięskiej Koalicji Obywatelskiej. Twardy elektorat prawicy to około 20 proc. wyborców, rozłożonych między PiS a Rozwój Plus; zniknięcie tej drugiej formacji z Sejmu poważnie utrudniłoby opozycji sformowanie rządu. PiS musiałby wówczas wejść w koalicję z Konfederacją i Grzegorzem Braunem — i nawet to mogłoby nie dać wymaganej większości mandatów.
Ekspertka zwraca równocześnie uwagę na czynniki zewnętrzne, które mogą zmienić dynamikę kampanii w sposób trudny do przewidzenia. Ewentualne rosyjskie prowokacje, wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych czy nieprzewidziane kryzysy gospodarcze mogą drastycznie przestawić sondażowe wektory. Wygrana Republikanów wzmocniłaby środowisko Karola Nawrockiego, PiS i Konfederację, hamując ich spadki; sukces Demokratów działałby odwrotnie.
W tym kontekście pojawia się pytanie o wspólną listę wyborczą całej obecnej koalicji. Mieńkowska-Norkiene uważa, że projekt antypisowski w tej formie jest realny i miałby spory potencjał — szczególnie wobec narastającego zniechęcenia wywołanego aferami poprzedniej władzy, w tym sprawą Zondacrypto. Jednak zbudowanie wiarygodnego kompromisu programowego między PSL a Lewicą, przy obecnych napięciach i nieprzemyślanych ruchach partyjnych liderów w mediach społecznościowych, będzie niezwykle trudne.
Politolożka wskazuje też na rolę Trybunału Konstytucyjnego. Gdyby organ ten zaczął sprawnie funkcjonować i skutecznie chronić przed niekonstytucyjnymi działaniami prezydenta Nawrockiego, mogłoby to dać wyborcom poczucie realnej zmiany. Pozwoliłoby to również na rewizję kontrowersyjnych orzeczeń — w tym wyroku z 2020 roku w sprawie aborcji — co mogłoby pomóc odbudować zaufanie wśród młodych wyborców i kobiet.
Błąd, którego nie wolno popełnić
Najostrzejsze ostrzeżenie ekspertki dotyczy jednak pokusy przejmowania przez Donalda Tuska elektoratu prawicy poprzez skręt w stronę jej retoryki. — Naśladowanie Konfederacji i przejmowanie jej haseł to najgorszy błąd, jaki mogą popełnić — mówi Mieńkowska-Norkiene. Jako przestrogę wskazuje przypadek CDU w Niemczech: próba konkurowania z AfD jej własnym językiem skończyła się wzmocnieniem radykałów, nie centroprawicy. Imitowanie ugrupowań skrajnych tylko je legitymizuje.
Tusk powinien zamiast tego walczyć o elektorat niezdecydowany oraz wyborców odpływających od ugrupowań centrowych — ale warunkiem jest dowożenie obietnic i przedstawienie konkretnego, wiarygodnego programu. Sprawa Zondacrypto, która uderza w wiarygodność Nawrockiego i całej prawicy, mogłaby być politycznie wykorzystana, lecz tylko pod warunkiem profesjonalnej komunikacji. — Jeśli rządzący uwierzą, że sam premier rozwiązuje takie kryzysy jednoosobowo, popełnią błąd z kampanii prezydenckiej — ostrzega ekspertka.
Osobnym zagrożeniem są algorytmy platform społecznościowych. Mieńkowska-Norkiene ocenia, że notowania Grzegorza Brauna są obecnie mocno niedoszacowane — gdy narasta poczucie, że wszyscy politycy są tacy sami, frustracja wyborców przekłada się na poparcie dla radykałów. Algorytmy X i TikToka, jak wykazują badania, systematycznie przekierowują użytkowników ku treściom skrajnie prawicowym, skąd trudno ich już odzyskać. Jeśli koalicja rządząca nie zaoferuje konstruktywnej, przekonującej obrony europejskości i realnych rozwiązań codziennych problemów, może przegrać — nawet jeśli prawica pozostanie w kryzysie.

