Dwuwładza w sercu Tatr
W Tatrzańskim Parku Narodowym trwa ostry spór o ziemię wartą miliony złotych. Górale z ośmiu podhalańskich wsi oskarżają Jana Piczkurę — wiceprzewodniczącego Sejmiku Małopolskiego z ramienia PiS — o próbę przejęcia kontroli nad 2230 hektarami tatrzańskich lasów i dolin, należących do Wspólnoty Ośmiu Uprawnionych Wsi od ponad dwóch stuleci.
Konflikt ujawnia rzadko nagłaśniany fakt: znaczna część Tatrzańskiego Parku Narodowego pozostaje własnością prywatną. To dziedzictwo sięga 1821 roku, gdy górale z Chochołowa, Witowa, Cichego, Czarnego Dunajca, Dzianisza, Wróblówki i Podczerwonego wykupili te tereny od dworu austriackiego.
Skąd pochodzi majątek Wspólnoty?
Wspólnota czerpie dochody z kilku źródeł. Samo pobieranie opłat za wstęp do popularnej Doliny Chochołowskiej przynosi rocznie około 2 milionów złotych. Dochody z parkingów przy szlakach mogą być jeszcze wyższe.
Wspólnota dysponuje łącznie 3080 hektarami lasów i polan. W granicach TPN leży 2230 ha z tej powierzchni. Górale mają prawo do wycinki i sprzedaży drewna, prowadzenia nasadzeń oraz pobierania opłat turystycznych — niezależnie od dyrekcji parku.
Bunt przeciwko zarządowi
Kilka tygodni temu we Wspólnocie wybuchł otwarty konflikt. Grupa licząca około 20–25 aktywnych osób zawiązała Komitet Obrony Wspólnoty Ośmiu Wsi w Witowie i prowadzi kampanię w mediach społecznościowych.
Niezadowoleni — których umownie można nazwać „buntownikami” — formułują wobec obecnego zarządu szereg poważnych zarzutów:
— Jedni dostają ogromne ilości kubików, a inni tyle, co kot napłakał — mówią rozmówcy redakcji. Liderzy ruchu nie ujawniają tożsamości, tłumacząc, że dopiero „liczą szable”.
Sporna zmiana statutu
Bezpośrednim zapalnikiem konfliktu stała się propozycja zarządu, by zmienić jeden zapis statutu Wspólnoty. Dotychczasowe sformułowanie, że Wspólnotą „zarządza zarząd”, miałoby zostać zastąpione zapisem, że „zarządza nią powołana do tego celu spółka”.
Buntownicy obawiają się, że nowo powołana spółka stałaby się podmiotem niekontrolowanym przez zwykłych udziałowców. — Piczura chce wszystko przejąć i położyć łapę na naszej ojcowiźnie. Nie dopuścimy do tego — deklarują.
Wzywają wszystkich udziałowców do udziału w czerwcowych zebraniach sprawozdawczych, odbywających się w każdej z ośmiu wsi. Ostrzegają, że niska frekwencja pozwoli garstce działaczy przeforsować zmiany w statucie.
Piczura: to atak polityczny
Jan Piczura — kierownik biura i główny księgowy Zarządu Wspólnoty, a zarazem szef struktur PiS w powiecie tatrzańskim i wieloletni radny sejmiku województwa małopolskiego — zdecydowanie odrzuca stawiane mu zarzuty.
— Skala głupot, jakie wypowiada druga strona, jest tak wielka, że trzeba to wreszcie sprostować — mówi Piczura. Jego zdaniem za buntem stoją osoby, które od lat bezskutecznie kandydują do władz Wspólnoty i za każdym razem uzyskują jedynie garstkę głosów.
Polityk zapewnia, że dokumenty finansowe są dostępne dla każdego udziałowca, a liczne kontrole — z ZUS-u, urzędu skarbowego i innych instytucji — nie wykazały żadnych nieprawidłowości. — To jest kwestia polityczna. Oni wiedzą, w jakiej partii działam, i myślą, że jak mnie zniszczą, to uderzy to w moją formację — stwierdza.
Błąd sprzed sześćdziesięciu lat
Piczura wyjaśnia, że zmiana statutu nie jest jego pomysłem, lecz wymogiem prawnym ujawnionym przez starostwo powiatowe w Zakopanem. Gdy Wspólnota przystąpiła do wpisywania swoich gruntów do ksiąg wieczystych — co stało się możliwe dopiero po reformie z 2016 roku — prawnicy starostwa odkryli błąd popełniony sześćdziesiąt lat wcześniej.
W 1966 roku, przy rejestracji statutu w sądzie, urzędnik dopisał na ostatniej stronie adnotację zobowiązującą Wspólnotę do powołania spółki zarządzającej. Tego obowiązku nigdy nie zrealizowano. Bez usunięcia tej niezgodności wpis do ksiąg wieczystych jest niemożliwy.
— Proszę zobaczyć, jaki to paradoks. Proponuję te zmiany, by chronić własność górali w Tatrach, a ludzie mówią, że „Piczura chce wszystko przejąć” — komentuje radny. Dodaje, że osiągnął wiek emerytalny i najchętniej odszedłby ze stanowiska, lecz zarząd prosi go o dokończenie kluczowych spraw.
Groźba wywłaszczenia przez państwo
W tle wewnętrznego sporu pojawia się groźba znacznie poważniejsza. Członkowie zarządu Wspólnoty ostrzegają, że brak uregulowania stanu prawnego gruntów może dać rządowi pretekst do ich przejęcia na rzecz Skarbu Państwa.
Od miesięcy na Podhalu krąży informacja, że ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska traktuje przejęcie Dolin Chochołowskiej i Lejowej jako swój potencjalny sukces polityczny. Górale przypominają, że podobny pomysł wywłaszczenia lub przymusowego wykupu był już dyskutowany na komisji sejmowej w 2021 roku.
— W Warszawie powiedzą, że skoro górale sami nie mogą się dogadać, to trzeba te doliny przejąć na rzecz całego państwa — mówią rozmówcy redakcji. Wskazują też na precedens: ta sama minister zapewniała fiakrów z Morskiego Oka o zachowaniu ich miejsc pracy, a następnie praktycznie pozbawiła ich możliwości zarobku.
Redakcja zwróciła się do Ministerstwa Klimatu i Środowiska z pytaniem, czy resort rozważa wykupienie lub wywłaszczenie Wspólnoty Ośmiu Uprawnionych Wsi. Do chwili publikacji odpowiedzi nie udzielono.

