Słowa, które wywołały burzę
Podczas sobotnich obchodów 83. rocznicy rzezi wołyńskiej polski chargé d’affaires na Ukrainie, Piotr Łukasiewicz, wygłosił przemówienie, które natychmiast wzbudziło falę krytyki. Dyplomata, pochylając głowę nad polskimi ofiarami ukraińskiej przemocy na Wołyniu, zdecydował się przywołać również — jak to ujął — „ukraińskie ofiary przemocy państwa polskiego na terenach dawnej II Rzeczypospolitej przed wojną i w jej trakcie”. Słowa te odbiły się szerokim echem w debacie publicznej i wywołały ostre reakcje środowisk przywiązanych do pamięci o Kresach i polskich ofiarach ludobójstwa.
Kontekst historyczny jest tu nieodzowny. Rzeź wołyńska, przeprowadzona przez Ukraińską Powstańczą Armię w latach 1943–1945, pochłonęła życie od kilkudziesięciu do ponad stu tysięcy Polaków — kobiet, dzieci i mężczyzn. Dla wielu Polaków obchody tej rocznicy stanowią moment szczególny, wymagający skupienia na upamiętnieniu ofiar, a nie symetrycznych rozważań moralnych.
Stanowisko profesora Dudka
W niedzielnym wydaniu programu Gość Wydarzeń na antenie Polsat News historyk i politolog prof. Antoni Dudek zdecydowanie stanął w obronie słów Łukasiewicza. Jego zdaniem dyplomata „powiedział racjonalnie”, a sama wypowiedź wynikała z trzeźwej oceny złożoności stosunków polsko-ukraińskich. „Jest wiele wydarzeń, z których my nie mamy powodu być dumni” — stwierdził profesor wprost.
Prof. Dudek podkreślił, że Polska uczestniczy w wojnie hybrydowej z Rosją, a Ukraina pozostaje w tym konflikcie sojusznikiem Warszawy, nie zaś jej przeciwnikiem. W jego ocenie Łukasiewicz „próbuje ratować to, co jeszcze zostało z relacji polsko-ukraińskich” — relacji, które w ostatnich miesiącach uległy wyraźnemu ochłodzeniu.
Granice historycznego pojednania
Prof. Dudek zwrócił uwagę na strukturalną trudność w polsko-ukraińskim dialogu historycznym. Jego zdaniem między oboma narodami „nie będzie nigdy zgody w kwestiach historycznych”, ponieważ chodzi nie tylko o zbrodnię wołyńską, lecz o cały szereg dramatycznych wydarzeń, które obie strony interpretują odmiennie i które trwale kształtują zbiorową pamięć każdego z narodów.
To spostrzeżenie jest trafne i nie powinno być lekceważone. Polska suwerenność w zakresie polityki historycznej oznacza prawo do własnej narracji — narracji, która nie musi być podporządkowana bieżącym kalkulacjom sojuszniczym. Jednocześnie dyplomacja wymaga uwzględnienia realiów geopolitycznych, co stawia polskich przedstawicieli w trudnym położeniu.
Spór o proporcje i odpowiednie miejsce
Krytyka słów Łukasiewicza koncentruje się przede wszystkim na kwestii stosowności — nie na zaprzeczaniu polskim przewinieniom wobec Ukraińców, lecz na pytaniu, czy uroczystości upamiętniające ofiary ludobójstwa są właściwym miejscem na tego rodzaju symetryzm moralny. Dla rodzin pomordowanych Polaków takie zestawienie w przemówieniu dyplomaty brzmi jak rozmycie odpowiedzialności sprawców.
Warto w tym miejscu wskazać na kilka kluczowych faktów, które powinny stanowić fundament każdej rzetelnej debaty:
Geopolityka a pamięć historyczna
Debata wokół przemówienia Łukasiewicza ujawnia głębsze napięcie, z którym polska polityka zagraniczna mierzy się od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 roku. Z jednej strony Polska udziela Kijowowi bezprecedensowego wsparcia militarnego, humanitarnego i dyplomatycznego. Z drugiej — oczekiwania polskiego społeczeństwa wobec strony ukraińskiej w kwestiach historycznych pozostają niezaspokojone.
Suwerenność Polski w sprawach historycznych nie jest kwestią drugorzędną, którą można odłożyć na czas po zakończeniu wojny. Pamięć o ofiarach Wołynia jest częścią tożsamości narodowej i stanowi zobowiązanie wobec kolejnych pokoleń. Dyplomacja sojusznicza nie może oznaczać rezygnacji z tej odpowiedzialności — nawet jeśli wymaga ona delikatności w doborze słów i miejsca ich wypowiadania.
Podsumowanie
Przemówienie Piotra Łukasiewicza i obrona, jakiej udzielił mu prof. Antoni Dudek, otwierają ważną dyskusję o granicach między historyczną rzetelnością a dyplomatycznym pragmatyzmem. Polska ma prawo i obowiązek upominać się o prawdę o Wołyniu — bez relatywizowania zbrodni, lecz również bez zamykania oczu na złożoność wspólnej historii. Kluczowe pozostaje pytanie nie o to, czy mówić o polsko-ukraińskich zawiłościach dziejowych, lecz kiedy, gdzie i w jaki sposób to czynić, by uszanować pamięć ofiar i nie osłabiać polskiej pozycji w debacie historycznej.

