Zostało ich 43. Ostatni powstańcy warszawscy odchodzą z przesłaniem o jedności

Na uroczystości inaugurujące 81. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego stawiło się zaledwie 43 uczestników walk z 1944 roku. Według danych Muzeum Powstania Warszawskiego na świecie żyje dziś około 230 powstańców — dwie trzecie z nich mieszka w Warszawie. Dyrektor muzeum Jan Ołdakowski nie kryje wzruszenia: „Serce płacze”.

Dwadzieścia dwa lata temu, gdy otwierano Muzeum Powstania Warszawskiego, żyło jeszcze cztery tysiące uczestników walk. Dziś na rocznicowe uroczystości przybyło 43 — w większości stulatków. Ołdakowski podkreśla, że mimo podeszłego wieku zachowali niezwykłą żywotność ducha. „Przyszli, mieli siłę dzielić się poczuciem humoru, wrażliwością i mówić o potrzebie jedności” — relacjonuje dyrektor. Dodaje, że w dniach obchodów ci ponadstuletni ludzie na chwilę znów stają się nastolatkami z 1944 roku: „To są nadal chłopaki i dziewczyny z Powstania Warszawskiego”.

Jedno przesłanie: jedność jako tarcza

Słowa powstańców wybrzmiały tym mocniej, że padły dzień po incydencie z rakietą, który zelektryzował media. Wszyscy — jak relacjonuje Ołdakowski — mówili o tym samym: wspólnota jest remedium na działania wroga, a jego największym sukcesem będzie moment, w którym uda mu się podzielić społeczeństwo. „Nie może być tak, że wewnętrzny wróg staje się straszniejszy od zewnętrznego” — stwierdza dyrektor muzeum, wskazując, że odporność społeczna opiera się na zaufaniu do państwa, jego instytucji oraz do drugiego człowieka.

Ołdakowski przyznaje jednocześnie, że Polska jest dziś głęboko podzielona, a algorytmiczne platformy internetowe — których nie chce nazywać „mediami społecznościowymi” — skutecznie ten podział pogłębiają. „Skupiamy się na tym, co widzimy na platformach algorytmicznych. To nie są ani media, ani społeczne” — mówi wprost.

Tegorocznym obchodom towarzyszy projekt muzyczny Błażeja Króla, skierowany do młodego pokolenia dorastającego w cieniu wojny na Ukrainie. Ołdakowski wyjaśnia, że płyta jest opowieścią o lęku: młodzi słyszą o wojnie i po prostu się boją, nie wiedząc, czym ona naprawdę jest ani co mieliby robić. „Nasz przeciwnik osiąga sukces już wtedy, kiedy zasiewa w nich niepokój” — ostrzega dyrektor. Sam przyznaje, że niepokój odczuwa i on — nie dlatego, że Polska jest słaba militarnie, lecz dlatego, że nie jest wystarczająco przygotowana społecznie. Jako wzór przywołuje Szwecję, której poradnik dla obywateli otwiera zdanie: „Szwecja nigdy się nie podda”. „Chciałbym, żeby kiedyś wszyscy Polacy mieli takie przekonanie w sercach” — mówi Ołdakowski.

W rozmowie pojawia się też temat politycznego zawłaszczania pamięci o Powstaniu. Dyrektor odpowiada stanowczo: „Nie zamierzamy oddawać Powstania tym głośnym politykom”. Za tym „my” kryją się pracownicy muzeum, wolontariusze, harcerze, rodziny powstańcze i żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej — wszyscy, którzy rozumieją, że bohaterstwo nie jest potrzebne wyłącznie podczas wojny. Ołdakowski dodaje osobisty akcent: jest wnukiem łączniczki i „peżetki” — uczestniczki akcji Pomoc Żołnierzom — która rano biegała z meldunkami, a wieczorami cerowała mundury i opiekowała się młodszymi kolegami. „To dla mnie powód do dumy” — mówi.

Mimo malejącej liczby żyjących świadków dyrektor muzeum uważa, że 1 sierpnia pozostaje jednym z nielicznych momentów, które wciąż jednoczą Polaków. Apeluje, by gdy o godzinie 17:00 zawyją syreny, każdy — choćby na minutę — wstał od stolika w kawiarni lub zatrzymał samochód, oddając hołd pokoleniu, które odchodzi.

Za każdym z 43 powstańców obecnych na tegorocznych uroczystościach stoi historia całego pokolenia. Pokolenia, które do końca powtarza Polakom jedno przesłanie: bez wspólnoty, zaufania i jedności nie da się obronić żadnego państwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *