Marciniak pominięty przez FIFA – co naprawdę stało się z polskim arbitrem na MŚ 2026?

Szymon Marciniak wraca z tegorocznych mistrzostw świata z poczuciem głębokiego niedosytu. Cztery lata temu poprowadził finał mundialu między Argentyną a Francją – jeden z najważniejszych meczów w historii futbolu. Dziś, jako 45-letni arbiter o ugruntowanej międzynarodowej renomie, na MŚ 2026 poprowadził zaledwie dwa spotkania fazy grupowej: Argentyna – Algieria oraz Iran – Egipt. Od rundy pucharowej nie wszedł na boisko ani razu.

To fakt, który trudno zbagatelizować. Marcin Borski, były arbiter komentujący turniej na antenie Kanału Sportowego, nie ukrywał zaskoczenia: „Musiało zadziać się coś dziwnego”. Słowa te trafiają w sedno, bo w futbolu na tym poziomie przypadek rzadko rządzi obsadą sędziowską. Każda decyzja FIFA ma swoje przyczyny – nawet jeśli instytucja ta nie raczy ich publicznie wyjaśniać.

Julian Kowalski, komentator Eleven Sports, w „Studiu Mundialowym” Sport.pl zwrócił uwagę na szczególnie bolesny wymiar tej historii. Marciniak przez ponad dwadzieścia dni czekał – najpierw na informację o ćwierćfinale, potem o półfinale. Ostatecznie nie otrzymał żadnego z tych meczów. Kowalski nie wykluczył, że pewną rolę mogła odegrać sytuacja z udziałem Messiego podczas pierwszego spotkania Marciniaka na tym turnieju, choć zastrzegł, że trudno to jednoznacznie potwierdzić.

Paweł Grabowski, dziennikarz śledzący turniej, ujął sprawę wprost: jeśli FIFA zdecydowała się powierzyć finał innym arbitrom, to minimum przyzwoitości wymagało przydzielenia Marciniakowi choćby półfinału lub ćwierćfinału. Dwa mecze fazy grupowej dla sędziego tej klasy to wynik, który sam w sobie stanowi wymowny komunikat – niezależnie od tego, czy był zamierzony.

Warto jednak zachować proporcje. Dariusz Wołowski ze Sport.pl przypomniał, że podziw dla dokonań polskiego arbitra nie powinien przeradzać się w narodową histerię. Napisał wprost, że „wyglądamy na nację, która nie potrafi pogodzić się z faktem, że nie znaczy zbyt wiele w wielkiej piłce”. To opinia ostra, lecz zasługująca na refleksję. Polska piłka nożna – poza jednostkowymi wyjątkami – nie zajmuje miejsca, które uzasadniałoby roszczeniowy ton wobec FIFA.

A jednak sprawa Marciniaka to coś więcej niż zraniona duma. To pytanie o przejrzystość kryteriów, którymi kieruje się FIFA przy obsadzaniu kluczowych meczów. Arbitrzy tej rangi co Marciniak zasługują na jasne reguły gry – nie na wielotygodniowe oczekiwanie zakończone milczącą odmową. Suwerenność decyzyjna FIFA jest faktem, lecz nie zwalnia organizacji z obowiązku spójności i logiki w działaniu.

Marciniak pozostaje jednym z najlepszych sędziów na świecie. To nie podlega dyskusji. Pytanie, co wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami w Zurychu czy Nowym Jorku, pozostaje otwarte – i domaga się odpowiedzi nie z powodu narodowej urazy, lecz z powodu elementarnego szacunku dla zasady, że reguły powinny być jednakowe dla wszystkich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *