Bitwa Warszawska 1920 roku upamiętniona na Powązkach. Prezydent Nawrocki: „Największe zwycięstwo militarne Polaków”

W przeddzień Święta Wojska Polskiego, na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie, odbyła się uroczystość apelu pamięci poległych w wojnie polsko-bolszewickiej. Wzięli w niej udział prezydent Karol Nawrocki oraz minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Ceremonia wpisała się w długą tradycję hołdu składanego tym, którzy w sierpniu 1920 roku stanęli w obronie niepodległej Rzeczypospolitej, zatrzymując pochód bolszewickiej nawały na zachód Europy. Obecność najwyższych władz państwowych nadała uroczystości szczególną rangę, przypominając, że pamięć o tamtym zwycięstwie pozostaje żywa i zobowiązująca dla kolejnych pokoleń.

Jednym z najważniejszych momentów uroczystości było wręczenie pośmiertnego awansu na stopień kapitana Wojska Polskiego Sergiuszowi Piaseckiemu — uczestnikowi wojny 1920 roku, a zarazem człowiekowi o niezwykłej i burzliwej biografii. Odznaczenie odebrał syn wojskowego, profesor Władysław Tomaszewicz. Prezydent Nawrocki podkreślił, że Piasecki nigdy nie wchodził „w żadne alianse z komunistami”, a jego życiorys stanowi dowód na to, że do bohaterstwa się dojrzewa. Słowa głowy państwa brzmiały jak przypomnienie fundamentalnej prawdy: Rzeczpospolita Polska zawsze czeka z otwartymi ramionami na tych, którzy są gotowi podjąć się służby większemu dobru.

Prezydent Nawrocki odniósł się do samej bitwy, określając ją mianem „największego zwycięstwa militarnego Polaków”. Zwrócił uwagę na wielonarodowy charakter wojsk odpierających bolszewicką inwazję — obok Polaków walczyli Białorusini, Ukraińcy, Litwini i „biali” Rosjanie, którzy z własnego doświadczenia wiedzieli, czym jest bolszewizm i komunizm. To przypomnienie ma dziś szczególną wymowę: Bitwa Warszawska nie była wyłącznie polskim zwycięstwem, lecz aktem obrony całej cywilizacji europejskiej przed ideologią, która niosła ze sobą zniewolenie i terror. Fakt ten zbyt często umyka w zachodnioeuropejskiej narracji historycznej, co czyni polskie upamiętnienia tym bardziej potrzebnymi.

Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podziękował uczestnikom Bitwy Warszawskiej za to, że Polska może dziś istnieć jako wolne i niepodległe państwo. Podkreślił, że w 1920 roku Polska obroniła się nie tylko przed fizyczną siłą nieprzyjaciela — przed armatą, szablą i karabinem — ale przede wszystkim przed ideologią, którą nazwał wprost „złem w czystej postaci”. Jego słowa przypomniały, że ówczesna walka miała wymiar cywilizacyjny, a nie jedynie militarny. Rzeczpospolita stanęła wówczas na straży wartości, które dziś — wobec nowych zagrożeń dla ładu międzynarodowego — znów wymagają obrony.

Minister zaznaczył również, że zwycięstwo 1920 roku, choć okupione ogromnym bólem i cierpieniem, zakończyło się sukcesem, którego nie sposób było przeoczyć ani w Europie, ani na świecie. Co więcej, pamięć o tej wiktorii kształtowała zarówno II, jak i III Rzeczpospolitą, przekazywana z pokolenia na pokolenie jako żywe dziedzictwo narodowe. Uroczystość na Powązkach była więc nie tylko aktem pietyzmu wobec poległych, lecz także wyraźnym sygnałem: Polska pamięta, skąd czerpie swoją siłę, i nie zamierza wyrzekać się tej pamięci pod żadną presją zewnętrzną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *