Szpital w Szczecinie odpowiada po ataku na SOR i fali hejtu w sieci: „Nie jesteśmy wrogami pacjentów”

Dyrekcja USK nr 1 PUM w Szczecinie broni personelu po ataku pacjenta i krytyce w mediach społecznościowych

Dyrekcja Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 PUM w Szczecinie oraz pracownicy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego zabrali głos w poniedziałek, 15 czerwca, po tym jak kilka dni wcześniej 75-letni pacjent zaatakował personel i zniszczył kosztowny sprzęt medyczny. Obok samego incydentu kierownictwo placówki odniosło się również do fali krytyki, jaka po zdarzeniu zalała media społecznościowe.

Atak bez ostrzeżenia — ewakuacja i interwencja policji

Do zdarzenia doszło w piątek, 12 czerwca. Szczegóły incydentu opisał dr n. med. Grzegorz Czajkowski, zastępca lekarza kierującego SOR-em USK nr 1 PUM.

— Pacjent został przywieziony przez zespół ratownictwa medycznego. Nic nie wskazywało na to, że dojdzie do jego pobudzenia i zachowań agresywnych — powiedział Czajkowski. — Wszystko wydarzyło się nagle. Musieliśmy przede wszystkim chronić innych pacjentów. Najpierw przeprowadziliśmy ewakuację, a później, na szczęście, policja dotarła na czas i pomogła nam opanować sytuację.

Dr Czajkowski potwierdził, że 75-latek zaatakował jednego z ratowników, któremu udało się samodzielnie obronić. Mężczyzna zniszczył również sprzęt medyczny, w tym kosztowne urządzenie do pomiaru parametrów krytycznych — niezbędne na SOR-ze i wymagane przez NFZ. Szpital dysponuje jednak egzemplarzem zapasowym.

Dyrektor: agresja to nasza codzienność, ale hejt boli bardziej

Dr hab. Konrad Jarosz, dyrektor naczelny USK nr 1 PUM w Szczecinie, przyznał, że agresja ze strony pacjentów jest w pracy na SOR-ze zjawiskiem stałym — choć rzadko przybiera tak dramatyczną skalę. Tym, co szczególnie go zaniepokoiło, była jednak reakcja internautów.

— To, co najbardziej mnie zmartwiło, to to, co pojawiło się w mediach społecznościowych — komentarze dezawuujące naszą pracę — mówił Jarosz. — Komentowanie, że ludzie muszą tu długo czekać i że nie są odpowiednio zaopiekowani, jest bardzo krzywdzące. Zwłaszcza dla mojego personelu, który dokłada ogromnych starań, by każdego dnia pomagać ludziom.

Dyrektor podkreślił, że SOR przyjmuje codziennie setki pacjentów, z których część — jego zdaniem — nie wymaga natychmiastowej pomocy na oddziale ratunkowym i mogłaby skorzystać z innych form opieki dostępnych w systemie ochrony zdrowia.

„Jesteśmy tu, aby ratować życie”

Dr Jarosz zaapelował o solidarność ze środowiskiem medycznym zamiast pochopnych osądów formułowanych w oparciu o wyrwane z kontekstu relacje w sieci.

— Nie jesteśmy wrogami pacjentów. Jesteśmy tu, aby ratować życie — podkreślił dyrektor. — My naprawdę każdego dnia pomagamy ludziom, a to, że ktoś czasami wypije kawę, nie jest przestępstwem.

Incydent z 12 czerwca ponownie otwiera dyskusję o bezpieczeństwie personelu medycznego w polskich szpitalach oraz o przeciążeniu oddziałów ratunkowych, które — jak zaznaczył sam dyrektor — pełnią dziś rolę podstawowego filaru systemu ochrony zdrowia, choć nie powinny jej pełnić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *