Węgry stanęły w obliczu poważnego kryzysu energetycznego. Elektrownia jądrowa w Paksu — fundament krajowego systemu elektroenergetycznego — może zostać całkowicie wyłączona już w niedzielę lub poniedziałek. Bezpośrednią przyczyną jest dramatyczny spadek poziomu wody w Dunaju, który uniemożliwia prawidłowe chłodzenie reaktorów.
Informację tę potwierdził Magyar w wywiadzie dla stacji RTL, zaznaczając, że ostateczny moment wyłączenia ostatniej pracującej turbiny zależy od aktualnego stanu rzeki. Zakład dysponuje czterema blokami o łącznej mocy około 2000 MW i odpowiada za produkcję blisko połowy całej węgierskiej energii elektrycznej. Trudno przecenić, co oznacza jego ewentualne wyłączenie dla stabilności dostaw w kraju liczącym niemal dziesięć milionów mieszkańców.
Proces wygaszania kolejnych bloków trwał przez cały ubiegły tydzień, krok po kroku. Od poniedziałkowego wieczoru ograniczono moc bloku nr 1 o 254 MW, a następnego dnia zredukowano blok nr 3 o 237 MW. W środę ten sam blok całkowicie wstrzymano. Czwartek przyniósł kolejne cięcie — blok nr 2 pracuje już jedynie na połowie swojej nominalnej mocy, generując zaledwie 230 MW. To jedyna jednostka wciąż aktywna.
System chłodzenia elektrowni opiera się na wodzie pobieranej bezpośrednio z Dunaju. Gdy rzeka opada do krytycznych poziomów podczas fal upałów, reaktory nie mogą być bezpiecznie eksploatowane — to ograniczenie techniczne, którego żadna decyzja administracyjna nie jest w stanie przezwyciężyć. Susza odsłania więc strukturalną podatność węgierskiej energetyki na ekstremalne zjawiska klimatyczne.
Na tym tle tym bardziej warta odnotowania jest solidarna odpowiedź węgierskiego społeczeństwa i przedsiębiorców. Blisko 300 firm zadeklarowało dobrowolne ograniczenie zużycia energii w poniedziałek. Do inicjatywy przyłączyły się państwowe przedsiębiorstwa, większość samorządów, organizacje społeczne, a także kościoły. Efekty okazały się wymierne — sobotnie szczytowe zapotrzebowanie na energię było niższe od prognoz o około 500 MW. Rząd nie musiał jak dotąd sięgać po obowiązkowe środki oszczędnościowe przewidziane w sobotnim rozporządzeniu awaryjnym.
Wyzwanie nie słabnie jednak wraz z końcem tygodnia. Magyar ostrzegł, że przez kolejnych pięć dni temperatury mogą sięgać około 40 stopni Celsjusza, a znaczące opady deszczu nie są przewidywane. Ulga w postaci spadku temperatur o kilka stopni oczekiwana jest dopiero po tym trudnym okresie. Węgry wchodzą zatem w najbardziej krytyczną fazę kryzysu z jednym działającym blokiem jądrowym i bez zapowiedzi rychłej poprawy warunków hydrologicznych.
Sytuacja na Węgrzech to wymowne przypomnienie, że bezpieczeństwo energetyczne państwa nie jest abstrakcją — to konkretna infrastruktura, uzależniona od zasobów naturalnych, narażona na kaprysy klimatu i wymagająca długofalowego planowania. Dla Polski, która sama stoi przed strategicznymi wyborami dotyczącymi energetyki jądrowej i dywersyfikacji źródeł energii, węgierskie doświadczenie powinno być uważnie obserwowaną lekcją.

