Ultimatum i jego konsekwencje
W czwartek o północy upłynął termin ultimatum postawionego przez kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości własnym parlamentarzystom. Każdy z nich miał złożyć oświadczenie o nieprzynależności do stowarzyszeń zewnętrznych — pod groźbą wykluczenia z partii. Żądanie wymierzone było przede wszystkim w członków stowarzyszenia Rozwój Plus, założonego przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego.
Gdy minęła północ, los ponad trzydziestu posłów był przesądzony.
W piątek prezes PiS Jarosław Kaczyński oficjalnie potwierdził to, co od kilku dni wisiało w powietrzu: w partii doszło do rozłamu. Nieco ponad trzydziestu posłów zrezygnowało z członkostwa w ugrupowaniu. Kaczyński zapowiedział, że w najbliższy wtorek Komitet Polityczny PiS „przyjmie ten fakt do wiadomości” — formuła chłodna i protokolarna, lecz brzmiąca jak zamknięcie rozdziału.
Trzy dni, kilkanaście godzin, dwadzieścia jeden propozycji
Poseł Paweł Jabłoński, jeden z członków stowarzyszenia Rozwój Plus, w rozmowie z Polską Agencją Prasową odsłonił kulisy negocjacji, które przez ostatnie dni toczyły się za zamkniętymi drzwiami. Jabłoński był jednym z głównych uczestników rozmów po stronie frakcji związanej z Morawieckim.
Rozmowy prowadzono z Piotrem Milowańskim, sekretarzem generalnym partii, a także bezpośrednio z prezesem Kaczyńskim. Jabłoński podkreślił, że Milowański „konstruktywnie starał się bardzo pomagać” — co w języku polityki oznacza, że przynajmniej część kierownictwa szukała wyjścia z impasu.
Intensywność rozmów była imponująca: przez trzy kolejne dni negocjacje trwały po kilkanaście godzin. Wypracowano łącznie dwadzieścia jeden propozycji porozumienia, zebranych w formę listy. Według Jabłońskiego wszystkie były możliwe do spełnienia lub korekty.
Sam przebieg rozmów oceniał jako dobry. A jednak skończyły się fiaskiem.
Decyzja polityczna — i jej cena
Jabłoński nie ma wątpliwości co do przyczyny niepowodzenia. Jego zdaniem zasadniczy problem polegał na tym, że „nawet najlepiej napisane porozumienie nie może wejść w życie, jeśli nie ma decyzji politycznej”. Treść dokumentu była drugorzędna wobec woli jego wdrożenia.
Jabłoński nie ukrywa żalu. Przyznał, że sytuacja jest „przykra” i że czuje się „rozczarowany”, bo do ostatniej chwili żywił „cień nadziei, że coś się zmieni”. Jednocześnie zastrzegł, że finał nie był dla niego zaskoczeniem — od kilku dni widział, w którą stronę zmierzają wydarzenia.
Najtwardszą oceną, jaką wystawił, nie była jednak krytyka kierownictwa PiS, lecz wskazanie na politycznych beneficjentów rozłamu.
To zdanie — krótkie, wyliczające, bez ozdobników — mówi więcej niż niejeden elaborat polityczny. Rozłam w największej partii opozycyjnej to wiadomość, którą obóz rządzący przyjął z ulgą. I to właśnie Jabłoński uznał za największą przegraną tego tygodnia.

