Prawo i Sprawiedliwość znalazło się w środku poważnego wewnętrznego napięcia, które ujawnia głębsze pęknięcia w największej polskiej partii opozycyjnej. W środę rzecznik PiS Rafał Bochenek ogłosił, że prezydium partii przyjęło uchwałę wprowadzającą zakaz działania oraz uczestnictwa członków PiS w stowarzyszeniach, fundacjach i innych organizacjach o charakterze politycznym. Termin na dostosowanie się do nowego wymogu wynosi siedem dni — po jego upływie niepokornym członkom grozi wykluczenie z szeregów partii.
Decyzja prezydium nie pozostawiała złudzeń co do tego, kogo przede wszystkim dotyczy. Były premier Mateusz Morawiecki stoi na czele stowarzyszenia Rozwój Plus, które od pewnego czasu buduje własną strukturę i zaplecze polityczne — niezależne od centrali przy Nowogrodzkiej. To właśnie ta aktywność stała się zarzewiem konfliktu z prezesem Jarosławem Kaczyńskim.
Morawiecki nie zamierzał jednak kapitulować. W obszernym wpisie opublikowanym po ogłoszeniu uchwały dał jasno do zrozumienia, że nie podporządkuje się decyzji kierownictwa. „Mamy unikalną szansę zbudowania Wielkiej Polski, o jakiej marzyły pokolenia. Nie możemy stracić z oczu tego celu, tonąc w bagnie konfliktów. Taki jest i pozostanie cel działań stowarzyszenia Rozwój Plus” — napisał były szef rządu. Słowa te brzmią jak deklaracja politycznej niezależności, a nie skruchy.
Sytuację skomentował premier Donald Tusk, który — z właściwą sobie zwięzłością — zwrócił się bezpośrednio do Morawieckiego. „Grillujesz, Mateusz!” — napisał szef rządu, nawiązując do doniesień o planowanym na koniec lipca spotkaniu organizowanym przez stowarzyszenie byłego premiera. Wydarzenie ma przybrać formę otwartego grilla. Co znamienne, prezes Kaczyński podobno nie otrzymał bezpośredniego zaproszenia.
Szczegóły imprezy rzucają dodatkowe światło na jej polityczny charakter. Polityk z otoczenia Morawieckiego wyjaśnił portalowi Onet, że obowiązuje rejestracja, jednak wstęp jest otwarty dla wszystkich — bez żadnej weryfikacji. „Formularz jest potrzebny, żebyśmy wiedzieli, ile kiełbasek potrzeba” — stwierdził rozmówca, z rozbrajającą swobodą opisując wydarzenie, które w istocie nosi wszelkie znamiona politycznej mobilizacji.
Wewnętrzny spór w PiS odsłania coś więcej niż tylko personalną rywalizację. Ujawnia fundamentalne pytanie o to, czy polska prawica zdolna jest zbudować trwałą, zdyscyplinowaną strukturę zdolną do odzyskania władzy — czy też rozpadnie się na konkurujące ze sobą frakcje i ambicje. Obóz konserwatywny potrzebuje dziś jedności, a nie spektakularnych porachunków rozgrywanych na oczach opinii publicznej. Jak ten kryzys zostanie rozwiązany, zadecyduje nie tylko o przyszłości PiS, lecz także o kształcie całej polskiej opozycji.

