Kijów pod ostrzałem: nowa faza rosyjskiego terroru rakietowego i gra o czas przed zimą

Godzina 3.55 rano. Cztery eksplozje wyrywają ze snu mieszkańców Kijowa. To nie jest zwykły alarm.

Jeszcze pół roku temu doświadczony korespondent wojenny mógł się przewrócić na drugi bok i zasnąć — z przekonaniem, że ukraińska obrona przeciwlotnicza zrobi swoje. Dziś schodzi do piwnicy. Schodzi, bo sytuacja zmieniła się fundamentalnie i nieodwracalnie.

Ukraińska armia praktycznie wyczerpała zapasy rakiet systemu Patriot zdolnych do przechwytywania rosyjskich pocisków balistycznych. Skutki są dramatyczne: w ostatnich dniach niemal każda wystrzelona rakieta trafiała w cel. W Kijowie i innych ukraińskich miastach zginęły dziesiątki cywilów. Mer Kijowa, Witalij Kliczko, który dniem i nocą objezdza miasto, nie kryje powagi sytuacji: „Od początku wojny jako mer Kijowa nie przeżyłem czegoś takiego — rosyjskie ataki balistyczne są najgorsze w całym konflikcie”. Jego apel jest jednoznaczny: Ukraina pilnie potrzebuje kolejnych systemów Patriot od zachodnich partnerów, w tym od Niemiec.

Terror rakietowy jako ostatnia karta Kremla

Paradoksalnie brutalizacja ataków świadczy nie o sile, lecz o desperacji Władimira Putina. Na wschodnim froncie rosyjska armia praktycznie stoi w miejscu. Ukraińcy coraz skuteczniej uderzają dronami w cele na terytorium Rosji — rafinerie, składy paliw, porty. Rakietowy terror wymierzony w ukraińską infrastrukturę cywilną pozostaje więc ostatnim instrumentem nacisku, jaki Kreml ma w zasięgu ręki.

Mimo to eksperci są zgodni: Putin nie szuka wyjścia z konfliktu. Ukraiński urzędnik, cytowany przez zachodnich dziennikarzy obecnych w Kijowie, mówi wprost: „Putin nie zmienił swoich celów wojennych i absolutnie nic nie wskazuje na to, by był gotów do kompromisu”. Ten sam rozmówca ostrzega, że Rosja planuje jesienią i zimą pozbawić miliony ukraińskich obywateli prądu i ogrzewania — na skalę większą niż w poprzednim sezonie grzewczym.

Prezydent Czech, Petr Pavel, ocenił w tym tygodniu, że Ukraina ma najwyżej dwa miesiące, zanim Putin zdecyduje się na kolejny szczebel eskalacji. Pavel zakłada, że ogłoszenie powszechnej mobilizacji w Rosji może nastąpić tuż po zakończeniu tamtejszych wyborów parlamentarnych. Czechy, kraj o wyraźnie suwerenistycznym i prozachodnim profilu, należą do tych państw NATO, które najgłośniej upominają się o realistyczną ocenę intencji Kremla.

Wątpliwości co do gotowości Moskwy do negocjacji podziela większość analityków — niezależnie od tego, jak daleko idące ustępstwa gotowi byliby zaproponować Wołodymyr Zełenski i Ukraińcy.

Zmiana tonu Waszyngtonu i ukraińskie uderzenia w głąb Rosji

Uwagę obserwatorów przykuwa jednak wyraźna zmiana w retoryce Donalda Trumpa. Prezydent Stanów Zjednoczonych nie skrytykował ukraińskich ataków na rosyjskie zaplecze — przeciwnie, ocenił, że eskalacja może przyspieszyć zakończenie wojny. Ekspert wojskowy Nico Lange, uczestnik szczytu NATO w Ankarze, wskazuje, że Waszyngton przynajmniej częściowo wspiera ukraińskie uderzenia dalekiego zasięgu, dostarczając m.in. dane o położeniu rosyjskich systemów obrony powietrznej. To istotna zmiana w stosunku do wcześniejszej powściągliwości administracji.

Analityczka wojskowa Claudia Major dostrzega szerszy efekt strategiczny: „Dzięki atakom dalekiego zasięgu Ukraina uzyskała duży impet, tak że Putin nie jest w stanie dłużej udawać, że wojna go nie dotyczy — wkracza ona w codzienność rosyjskich obywateli”. W wielu regionach Rosji brakuje paliwa. Po raz pierwszy od miesięcy pojawia się wrażenie, że czas może działać na korzyść Kijowa.

Major stawia jednak kluczowe pytanie polityczne: czy Zełenski zdoła przekonać Trumpa, że Ukraina jest obecnie w dobrej pozycji negocjacyjnej? Trump — jak zauważa analityczka — zawsze staje po stronie zwycięzców. Jeśli Kijów zdoła utrzymać ten obraz, może liczyć na trwałe wsparcie Białego Domu.

Agencja Reuters cytowała w tym tygodniu dwóch bliskich współpracowników Putina. Obaj twierdzą, że ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie i porty jeszcze bardziej umocniły determinację Kremla do kontynuowania wojny, a eskalacja w nadchodzących miesiącach jest „prawdopodobna”. Jej konkretna forma pozostaje nieznana.

Ukraińcy, mimo nocnych bombardowań i rosnącej liczby ofiar, nie wykazują oznak załamania. Korespondenci relacjonujący z Kijowa zgodnie odnotowują, że nastroje społeczne są dziś wyraźnie lepsze niż pół roku temu. Powód jest konkretny: widoczne sukcesy ukraińskich dronów na terytorium Rosji dają poczucie sprawczości i nadziei.

Wszyscy wiedzą jednak, że zima nadchodzi szybko. A wraz z nią — kolejna próba zmuszenia ukraińskiego społeczeństwa do kapitulacji przez mróz i ciemność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *