Europa pragnie litu, lecz woda staje się dobrem coraz rzadszym

Jeszcze dwa lata temu mieszkańcy Barcelony żyli pod rygorem jednych z najsurowszych ograniczeń zużycia wody w historii regionu.

W Katalonii zamykano fontanny, ograniczano podlewanie terenów zielonych i apelowano do obywateli o oszczędzanie każdej kropli. Tymczasem właśnie w takich częściach Europy Unia Europejska planuje przyspieszyć rozwój nowych kopalń surowców krytycznych — litu, grafitu, kobaltu i metali ziem rzadkich, bez których trudno wyobrazić sobie ani elektromobilność, ani nowoczesne magazyny energii, ani rozbudowę centrów danych.

Satelity NASA odsłaniają skalę problemu

Punkt wyjścia dla tej debaty stanowi analiza organizacji Watershed Investigations, opisana przez „The Guardian”. Wynika z niej, że ponad połowa nowych lub rozbudowywanych kopalń uznanych przez Unię Europejską za strategiczne ma powstać na obszarach, które od dwóch dekad stopniowo wysychają. Dane opierają się na obserwacjach satelitarnych NASA — a więc na materiale dowodowym, którego nie sposób zbagatelizować.

Analiza objęła łącznie 33 projekty górnicze, które otrzymały status inwestycji strategicznych w ramach unijnego aktu o surowcach krytycznych. Status ten zapewnia im szybsze procedury administracyjne oraz wsparcie polityczne ze strony Brukseli — co w praktyce oznacza, że instytucje europejskie aktywnie torują im drogę.

Ponad połowa tych inwestycji zlokalizowana jest na terenach, które w ciągu ostatnich dwudziestu lat traciły zasoby wodne. Niemal połowa położona jest w regionach dotkniętych suszą w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Co czwarta ma powstać na obszarach uznawanych za strefy wysokiego stresu wodnego, gdzie zapotrzebowanie na wodę zbliża się do granic dostępnych zasobów.

Hiszpania, Portugalia, Grecja — kraje najbardziej narażone

Szczególnie wymowna jest geografia tych projektów. Sześć spośród strategicznych kopalń ma powstać w Hiszpanii, kolejne w Portugalii i Grecji — a wszystkie trzy kraje należą do państw najbardziej narażonych na niedobory wody w całej Unii Europejskiej. To nie przypadkowe zestawienie: bogate złoża surowców krytycznych często współwystępują właśnie z suchym, śródziemnomorskim klimatem.

W 2024 roku Katalonia ogłosiła stan wyjątkowy z powodu najgorszej suszy w swojej historii. W Portugalii jeszcze w 2022 roku aż 96 procent terytorium kraju znajdowało się w warunkach silnej lub ekstremalnej suszy. Oba fakty tworzą tło, na którym plany rozbudowy przemysłu wydobywczego nabierają szczególnie niepokojącego charakteru.

Woda jest niezbędna praktycznie na każdym etapie działalności kopalni: służy do oddzielania minerałów od skały, ograniczania zapylenia, transportu urobku, odwadniania wyrobisk i magazynowania odpadów. Nowoczesne zakłady coraz częściej stosują zamknięte obiegi i systemy recyklingu wody, jednak żaden z nich nie eliminuje całkowicie poboru wody słodkiej — część ulatnia się przez parowanie, część pozostaje związana z odpadami lub trafia do procesów technologicznych.

Rosnący popyt i jego konsekwencje

Presja na wydobycie będzie przy tym narastać. Według danych przytaczanych przez „The Guardian” światowy popyt na surowce krytyczne potroił się od 2010 roku i ma wzrosnąć ponad dwukrotnie do końca obecnej dekady. W przypadku grafitu, litu i kobaltu prognozy wskazują na niemal pięciokrotny wzrost zapotrzebowania do 2050 roku względem poziomu z roku 2020.

Właśnie dlatego Unia Europejska uznała rozwój własnego wydobycia za jeden z priorytetów gospodarczych — słusznie dążąc do ograniczenia uzależnienia od importu z Chin oraz innych państw dominujących dziś na rynku tych surowców. Suwerenność gospodarcza wymaga dostępu do własnych zasobów, a nie wyłącznie do cudzej łaski. Problem jednak w tym, że kopalnia nie konkuruje o wodę z abstrakcyjną „przyrodą”, lecz z konkretnymi użytkownikami: rolnikami, mieszkańcami, turystyką i przemysłem, które już wcześniej odczuły skutki rosnących upałów i malejących opadów.

Spór o surowce krytyczne szybko przestaje być techniczną dyskusją o pozwoleniach administracyjnych. Staje się pytaniem fundamentalnym: kto w czasie suszy ma pierwszeństwo do wody i kto poniesie koszty, jeśli jej zabraknie?

Ramowa Dyrektywa Wodna pod presją przemysłu

Kontrowersje budzą nie tylko lokalizacje nowych kopalń. Jeszcze większe emocje wywołują plany dotyczące Ramowej Dyrektywy Wodnej — jednego z najważniejszych aktów prawnych chroniących europejskie rzeki, jeziora, mokradła i wody podziemne. Komisja Europejska zapowiedziała przegląd tych przepisów, oficjalnie uzasadniając to potrzebą usprawnienia procedur i usunięcia barier utrudniających realizację strategicznych inwestycji w surowce krytyczne.

Branża wydobywcza od dawna zabiega o takie zmiany. Organizacja Euromines argumentuje, że obecne przepisy bywają niejednoznaczne i utrudniają prowadzenie procedur administracyjnych, a przedstawiciele sektora podkreślają, że nie domagają się osłabienia ochrony środowiska, lecz jedynie większej przewidywalności przy wydawaniu pozwoleń.

Inaczej oceniają sytuację organizacje zajmujące się ochroną przyrody i gospodarką wodną. Sara Johansson z Europejskiego Biura Ochrony Środowiska wskazała wprost, że branża wydobywcza nie przedstawiła żadnych dowodów na to, iż obowiązujące przepisy rzeczywiście blokują rozwój nowych kopalń. Żądanie poluzowania regulacji bez wykazania ich szkodliwości to argument, który nie może być traktowany jako wystarczający.

Jeszcze ostrzej wypowiada się profesor Kaveh Madani, dyrektor Instytutu Wody, Środowiska i Zdrowia Uniwersytetu ONZ. „Przyspieszanie inwestycji górniczych w regionach dotkniętych niedoborem wody poprzez osłabianie zabezpieczeń przypomina rosyjską ruletkę” — ostrzega naukowiec, dodając, że pojedyncza poważna awaria może przynieść skutki odczuwalne przez dziesięciolecia: nie tylko dla rzek i wód podziemnych, lecz także dla lokalnych społeczności, rolnictwa i całych ekosystemów.

Suwerenność surowcowa nie może ignorować granic naturalnych

Europejska transformacja energetyczna napotyka zatem ograniczenia, których źródłem nie jest brak technologii ani brak środków finansowych. Lit, grafit i metale ziem rzadkich są rzeczywiście niezbędne do budowy gospodarki niskoemisyjnej — i słuszne jest dążenie do tego, by Europa pozyskiwała je we własnym zakresie, zamiast uzależniać się od dostawców spoza kontynentu.

Jednak wydobycie tych surowców wymaga zasobu, którego w wielu częściach Europy zaczyna ubywać szybciej niż zakładano. Woda nie jest tylko kwestią środowiskową — jest fundamentem życia społecznego, rolnictwa i lokalnych gospodarek. Planowanie strategicznych inwestycji przemysłowych z pominięciem tej rzeczywistości byłoby nie tyle odważną polityką surowcową, ile lekkomyślnością, której koszty poniosą konkretni ludzie — mieszkańcy Andaluzji, Alentejo czy Peloponezu — a nie urzędnicy w Brukseli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *