USA i Iran coraz bliżej porozumienia. Ekspert: Obie strony wiedzą, że nie mogą sobie pozwolić na fiasko

Negocjacje w Bürgenstocku: pozory chaosu, realna dynamika

Stany Zjednoczone i Iran prowadzą na szwajcarskim Bürgenstocku rozmowy, które eksperci oceniają jako jakościowo odmienne od wszystkich poprzednich. Mimo gróźb ze strony Donalda Trumpa, demonstracyjnego opuszczenia sali przez irańską delegację i eskalacji walk Izraela z Hezbollahem w Libanie – negocjacje posuwają się naprzód.

Kluczem do zrozumienia tej dynamiki jest, zdaniem eksperta, jedno symboliczne puste krzesło. Izrael nie uczestniczy w rozmowach – i to właśnie jego nieobecność zmienia reguły gry.

— Izrael nie siedzi przy stole — podkreśla Matthias Schranner, ekspert ds. negocjacji wykładający na Uniwersytecie St. Gallen, który od lat analizuje międzynarodowe kryzysy dyplomatyczne.

Po raz pierwszy naprawdę poważne rozmowy

Przez dekady bliskowschodnia dyplomacja przypominała rytuał bez końca: mediatorzy kursowali między stolicami, ogłaszano zawieszenia broni, które niemal natychmiast łamano. Zbyt wielu graczy, zbyt wiele sprzecznych interesów, zbyt wiele nieprzekraczalnych linii.

Tym razem przedstawiciele obu państw zasiedli naprzeciw siebie na szczeblu dotąd niespotykanym. Waszyngton reprezentuje wiceprezydent J. D. Vance, Teheran – przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf. Do tego dochodzi 60-dniowy harmonogram rozmów i bezpośredni kanał komunikacji między stronami.

— To pierwsze naprawdę poważne negocjacje. Wcześniej było więcej gry pozorów — ocenia Schranner. Dla eksperta istotny jest nie tyle sam wybór Szwajcarii jako miejsca rozmów, ile sposób, w jaki są one prowadzone. Szwajcaria powraca na mapę światowej dyplomacji po latach, gdy kluczowe rozmowy toczyły się w Stambule, Kairze, Rijadzie czy Pakistanie.

Obie strony nie mogą sobie pozwolić na fiasko

Schranner wskazuje na fundamentalną zmianę rachunku zysków i strat. Przez lata niepowodzenie rozmów opłacało się niemal wszystkim stronom: ostra retoryka przynosiła punkty w polityce wewnętrznej, demonstracja siły militarnej budowała wiarygodność, a przewidywalny pat był wygodniejszy niż ryzykowne porozumienie.

Dziś układ sił jest inny. Trump potrzebuje stabilizacji – niepewność wokół cieśniny Ormuz obciąża światową gospodarkę i zwiększa presję na Biały Dom. Z wyborami do Kongresu na horyzoncie prezydent nie może pozwolić sobie na kolejny długotrwały konflikt zbrojny.

Iran również tkwi w ślepym zaułku. Sankcje dławią gospodarkę, miliardy dolarów pozostają zablokowane za granicą, a groźba nowych uderzeń militarnych nie znika. Teheran ma więc własne, twarde powody, by szukać wyjścia z izolacji.

Groźby Trumpa jako element taktyczny, nie przeszkoda

Pozorna sprzeczność między groźbami kolejnych nalotów formułowanymi przez Trumpa a trwającymi jednocześnie negocjacjami jest, według Schrannera, elementem klasycznej strategii negocjacyjnej, a nie dowodem ich fiaska.

— Są dwie różne rzeczy: to, jak przebiegają negocjacje, i to, jak są odbierane przez opinię publiczną — tłumaczy ekspert. Na zewnątrz demonstruje się twardość, podczas gdy w kuluarach trwają merytoryczne rozmowy.

Groźby, demonstracyjne wyjścia z sali i scenariusze zerwania rozmów to, jak wyjaśnia Schranner, niemal standardowy repertuar trudnych negocjacji międzynarodowych. Kluczowym wskaźnikiem jest fakt, że obie strony wciąż wracają do stołu. — To już wyraźny sygnał, że obie tego potrzebują — podkreśla.

Nieobecność Izraela: szansa i zagrożenie zarazem

Brak Izraela przy stole negocjacyjnym ma dwa oblicza. Z jednej strony upraszcza rozmowy i zwiększa szanse na szybkie porozumienie. Z drugiej – porozumienie zawarte bez udziału Tel Awiwu może okazać się trudne do wdrożenia.

Izraelski rząd od lat traktuje irański program atomowy jako zagrożenie egzystencjalne. Politycy w Jerozolimie ostrzegają przed jakimikolwiek ustępstwami wobec Teheranu, dopóki nie zostaną rozwiązane kwestie wzbogacania uranu, programu rakietowego i irańskiego wsparcia dla regionalnych bojówek – Hamasu, Hezbollahu i innych.

— Dobrą stroną jest oczywiście to, że bez Izraela szanse na szybkie porozumienie są znacznie większe — ocenia Schranner. — Negatywną stroną jest jednak to, że Izrael pozostaje kluczowym elementem całego układu bezpieczeństwa. Jeśli Waszyngton pójdzie na ustępstwa wobec Teheranu, które w Jerozolimie uznane zostaną za zagrożenie, Izrael może znów zwiększyć presję polityczną lub militarną.

Paradoks Bürgenstocku

Największa siła tych negocjacji może stać się ich największą słabością. Ograniczony krąg uczestników sprzyja porozumieniu, ale utrudni jego późniejsze egzekwowanie w regionie, gdzie Izrael dysponuje zarówno wolą, jak i zdolnością do samodzielnego działania.

Na razie jednak wiele wskazuje na to, że w Bürgenstocku dzieje się więcej niż podczas wszystkich poprzednich rund rozmów. Nie dlatego, że między Waszyngtonem a Teheranem nagle pojawiło się zaufanie. Dlatego, że obie strony zrozumiały, iż nie stać ich już na kolejne fiasko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *