Dziesięć lat po Brexicie: bilans katastrofy
Patrick Ney, brytyjski dziennikarz mieszkający w Polsce od 2010 roku, nie ma wątpliwości: wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej było błędem o dalekosiężnych konsekwencjach. W dziesiątą rocznicę referendum, które zmieniło oblicze Europy, przestrzega Polaków przed powielaniem tego scenariusza.
— Obudziłem się o 4.20 rano i od razu sprawdziłem wyniki. Byłem absolutnie zaskoczony — wspomina Ney noc z 23 na 24 czerwca 2016 roku. Sondaże wskazywały na zwycięstwo zwolenników pozostania w UE. Rzeczywistość okazała się inna.
Sam rozważał głos protestu, wybrał rozsądek
Ney przyznaje, że przed referendum rozważał oddanie głosu za wyjściem z UE jako sygnał ostrzegawczy dla Brukseli. Ostatecznie zagłosował za pozostaniem i tej decyzji nie żałuje.
— Chciałem dać sygnał, że Unia powinna być bardziej demokratyczna. Ale zdecydowałem się głosować za pozostaniem — podkreśla.
Sondaże: większość Brytyjczyków zagłosowałaby dziś inaczej
Zdaniem Neya nastroje na Wyspach zmieniły się diametralnie. Według aktualnych badań opinii publicznej większość Brytyjczyków opowiedziałaby się dziś za pozostaniem w Unii Europejskiej.
Co więcej, nawet część polityków i działaczy, którzy prowadzili kampanię na rzecz Brexitu, przyznaje dziś, że gdyby proces przeprowadzono inaczej, skutki nie byłyby tak dotkliwe. — Wielu Brytyjczyków uważa, że Brexit był błędem, i to błędem źle wykonanym — mówi Ney.
„Europejczycy będą was karać” – ostrzeżenie, które się spełniło
Ney jeszcze przed referendum ostrzegał swoich rodziców, którzy głosowali za wyjściem z UE, że Europejczycy nie zaoferują Wielkiej Brytanii korzystnych warunków współpracy po wyjściu ze wspólnoty.
— Unia Europejska nie miała żadnego interesu w tym, żeby dać Wielkiej Brytanii wyjątkowo dobre warunki. Gdyby tak zrobiła, byłby to sygnał dla innych krajów, że opłaca się wychodzić — tłumaczy. Jego prognoza okazała się trafna.
Wielka Brytania znalazła się dziś w trudnym położeniu geopolitycznym. — Wyszliśmy z jednego mocarstwa, ale sami już mocarstwem nie jesteśmy. Znaleźliśmy się zawieszeni między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską — ocenia Ney.
Przestroga dla Polski: „Nie róbmy sobie tego”
Gdy w Polsce powracają dyskusje o hipotetycznym „Polexicie”, Ney reaguje jednoznacznie. — Ostrzegam Polaków. Nie róbmy sobie tego. To był katastrofalny błąd — mówi bez wahania.
Jego słowa nabierają szczególnej wagi w kontekście polskich debat o suwerenności i relacjach z Brukselą. Doświadczenie brytyjskie pokazuje bowiem, że wyjście ze wspólnoty nie przywraca pełnej autonomii — lecz pozostawia kraj w geopolitycznej próżni.
Wielka Brytania zwolniła, Polska przyspieszyła
Największą zmianę Ney dostrzega w sferze gospodarczej. Sytuacja ekonomiczna Wielkiej Brytanii wyraźnie się pogorszyła, podczas gdy Polska przez ostatnie lata dynamicznie się rozwijała.
— Kiedy przeprowadzałem się do Polski w 2010 roku, mówiono mi, że jadę do biedniejszego kraju, gdzie będzie mniej możliwości. Dziś wygląda to zupełnie inaczej — przyznaje Ney.
Rosnące wynagrodzenia w Polsce i stagnacja odczuwana przez wielu mieszkańców Wysp sprawiają, że coraz więcej Brytyjczyków patrzy na Polskę z zainteresowaniem. — Jeszcze kilkanaście lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić brytyjskiego hydraulika pracującego w Krakowie czy Wrocławiu. Dziś takie historie już się zdarzają — mówi.
Brytyjczyk, który stał się Polakiem
Historia Patricka Neya jest wyjątkowa nawet jak na emigranta. Po przyjeździe do Polski nauczył się języka, założył rodzinę z polską żoną, otrzymał polskie obywatelstwo i we wrześniu rozpocznie szkolenie wojskowe w Wojskach Obrony Terytorialnej.
— Od początku chciałem zostać Polakiem. Zależało mi na tym, żeby zintegrować się z polskim społeczeństwem — podkreśla. Mimo to nie zerwał więzi z ojczyzną: kilka razy w roku wraca do Anglii i nadal posiada brytyjski paszport.
— Jest coś zabawnego: kiedy jestem w Wielkiej Brytanii, czuję się już trochę jak Polak. Patrzę na Brytyjczyków i mówię do żony: zobacz, jak oni się dziwnie zachowują — opowiada z uśmiechem.
Kryzys zaufania i rosnąca polaryzacja polityczna
Skutki Brexitu to według Neya tylko część problemów współczesnej Wielkiej Brytanii. Rosnące koszty życia, napięcia społeczne i spadek zaufania do tradycyjnych partii politycznych sprzyjają wzrostowi ugrupowań protestu.
— Ludzie są coraz bardziej sfrustrowani. Mają poczucie, że tradycyjne partie dostały swoje szanse i je zmarnowały — mówi Ney. Jego zdaniem najbliższe lata przyniosą Wielkiej Brytanii raczej większą, nie mniejszą niestabilność polityczną.
Jednocześnie przestrzega przed uproszczonymi diagnozami. — Jedni obwiniają imigrantów, inni miliarderów. Moim zdaniem prawdziwy problem leży głębiej — w systemie gospodarczym i ekonomicznym — ocenia.
Jednoznaczna konkluzja po dekadzie
Dziesięć lat po referendum Patrick Ney formułuje wniosek, który powinien być przestrogą dla każdego, kto rozważa podobny krok. — Zarówno statystyki, jak i rozmowy z ludźmi prowadzą mnie do jednego wniosku: Wielka Brytania żałuje tej decyzji — podsumowuje.
— Gdyby Brytyjczycy mogli cofnąć czas, wielu z nich podjęłoby dziś inną decyzję — dodaje Ney, który sam wybrał Polskę i członkostwo w europejskiej wspólnocie jako fundament swojego życia.

