Były sekretarz generalny NATO: Wielka Brytania musi przygotować się na wyrzeczenia
Lord George Robertson, były sekretarz generalny NATO i były minister obrony Wielkiej Brytanii, ostrzega: Brytyjczycy nie dostrzegają sygnałów świadczących o tym, że ich kraj jest w poważnym niebezpieczeństwie. Aby sprostać zobowiązaniom obronnym, Londyn będzie musiał drastycznie ograniczyć wydatki publiczne — co nieuchronnie przyniesie „ból i ogromne trudności”.
Brakuje pieniędzy, brakuje nadwyżek
Robertson, współautor ubiegłorocznego brytyjskiego przeglądu strategicznego w zakresie obronności, przemawiał podczas konferencji poświęconej strategicznej komunikacji obronnej w Londynie. Stwierdził wprost, że nie istnieje żaden alternatywny sposób finansowania obrony — „nie ma pieniędzy, nie ma żadnych nadwyżek”.
Zdaniem lorda obietnice wydatkowe rządu Keira Starmera muszą być pokrywane z budżetu krajowego. Wysokie koszty obsługi długu wykluczają zaciąganie nowych pożyczek, choć Robertson nie odrzucił całkowicie idei wielostronnego banku obronnego udzielającego tanich kredytów ani emisji obligacji wojennych jako uzupełniających instrumentów finansowania.
36 miliardów funtów rocznie — skala wyzwania
Robertson nakreślił rozmiary problemu w konkretnych liczbach. Aby osiągnąć nowy cel NATO na 2035 rok — wydatki obronne na poziomie 3,5 proc. PKB — Wielka Brytania potrzebowałaby dodatkowych 36 miliardów funtów rocznie (ponad 177 mld zł). W ubiegłym roku kraj ten przeznaczył na obronę jedynie 2,4 proc. PKB.
Dla porównania Robertson przytoczył obecne budżety kluczowych resortów:
— Kiedy weźmie się pod uwagę te kwoty, zaczyna się zdawać sobie sprawę, że zobowiązujemy się do wydania boleśnie wysokich sum z pieniędzy podatników, aby uczynić kraj bezpieczniejszym i dotrzymać warunków określonych przez NATO — powiedział Robertson.
Starmer deklaruje, ale nie wyjaśnia skąd wezmą się pieniądze
Wicepremier David Lammy zapewnił w weekend w BBC, że obietnica premiera Starmera dotycząca wydatków obronnych na poziomie 3 proc. PKB jest „absolutnie święta” i że środki na nowy sprzęt oraz infrastrukturę „się znajdą”.
Robertson skrytykował jednak tę retorykę jako niewystarczającą. Podkreślił, że rząd nie wyjaśnił dotąd, ile będzie kosztowało osiągnięcie tego poziomu, a ogólnikowe obietnice prowadzą jedynie do logicznego, lecz pustego wniosku: „zamierzamy wydać pieniądze”.
Pacyfizm w Partii Pracy jako dodatkowa przeszkoda
W obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Rosji Wielka Brytania nie ma innego wyboru niż realne zwiększenie nakładów obronnych — nie tylko ich zapowiadanie. Robertson wskazał, że część posłów Partii Pracy o „pacyfistycznym usposobieniu” musi zaakceptować fundamentalną prawdę: „jedynym sposobem na zapobieżenie wojnie jest przygotowanie się do wojny”.
Cięcia, które okażą się konieczne, dotkną przede wszystkim budżet pomocy rozwojowej, cele klimatyczne związane z zerową emisją netto oraz sektor transportowy — co stanowi poważne wyzwanie polityczne dla laburzystowskiego rządu.
Społeczeństwo nadal nie rozumie powagi sytuacji
Robertson nie oszczędził też słów krytyki pod adresem samego społeczeństwa. — Społeczeństwo nadal zbyt optymistycznie podchodzi do zagrożenia, zbytnio przyzwyczaiło się do stylu życia, jaki prowadzimy, i wciąż nie dostrzega wszystkich znaków, że jesteśmy w niebezpieczeństwie i niedostatecznie przygotowani — stwierdził.
Były szef NATO zakończył swoje wystąpienie dramatycznym pytaniem retorycznym: — Jeśli zostaniemy zaatakowani pociskami manewrującymi i balistycznymi, gdy środki odstraszające zawiodą, czy będziemy stać wśród ruin naszych miast i z dumą mówić: cóż, przynajmniej chroniliśmy naszą politykę fiskalną?
Jego konkluzja była jednoznaczna: unikanie tematu wydatków obronnych nie wchodzi w grę, a polityczne wyzwanie, choć ogromne, musi zostać podjęte zanim będzie za późno.

