Eksplozja wstrząsnęła polskim klasztorem w Kijowie
W nocy z soboty na niedzielę Rosja przeprowadziła jeden z najcięższych ataków na Kijów od początku pełnoskalowej inwazji w 2022 roku. W ataku, który trwał ponad pięć godzin, zginęły co najmniej cztery osoby, a 83 zostały ranne. O tym, jak wyglądała ta noc z perspektywy polskiego klasztoru dominikanów w dzielnicy Łukjaniwka, opowiada ojciec Jarosław Krawiec.
„Wiedziałem, że stało się coś złego”
Ojciec Krawiec obudził się chwilę przed godziną 4 rano. Eksplozja była tak potężna, że wybiła większość okien i drzwi w budynku klasztoru.
„Już wiedziałem, że blisko nas stało się coś złego i że już nie usnę. Jedyne, o czym wtedy myślałem, to czy uderzyło w nasz budynek, czy obok” – relacjonuje polski zakonnik.
Około godziny 7 rano, gdy wydawało się, że sytuacja się uspokaja, nad klasztorem przeleciał dron szahid. Dziesięć sekund później rozległa się kolejna eksplozja. Tym razem budynek ocalał.
Ranny mężczyzna pod klasztorem
Tuż po wybuchu ojciec Krawiec wybiegł na ulicę. Napotkał tam młodego mężczyznę – zakrwawionego, otulonego jedynie kołdrą, w samych slipach i klapkach. Wybiegł prosto z łóżka, był w szoku.
„Zabrałem go do klasztoru, żeby doszedł do siebie, a jeden z naszych ojców zawiózł go do szpitala. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało” – mówi zakonnik.
Rosja atakuje cele cywilne
W dzielnicy Łukjaniwka rakiety uderzyły w centrum handlowe, bazar i bloki mieszkalne. Rosjanie użyli w tej nocy dronów, a następnie rakiet balistycznych, kierowanych i hipersonicznych.
Ojciec Krawiec zwraca uwagę, że Rosja coraz częściej uderza w rejony dotychczas uznawane za bezpieczne – w tym w Zakarpacie, przy granicy z Rumunią, Słowacją i Węgrami. „Walka na froncie to jedna rzecz, ale atakowanie gęsto zaludnionych centrów miast, jak Kijów czy Lwów, to zwykły terror i próba zastraszenia ludności cywilnej” – ocenia wprost.
Cztery lata w oblężonym mieście
Polscy dominikanie przebywają w Kijowie nieprzerwanie od początku pełnoskalowej inwazji. Ojciec Krawiec nie zamierza wyjeżdżać.
„Dziś czuję, że Ukraina jest moim drugim domem. Służę tym ludziom, do których zostałem posłany. Chcę z nimi być, bo to moi bracia, siostry, przyjaciele” – mówi zakonnik.
Podkreśla jednocześnie, że wieloletnie życie w warunkach wojennych pozostawia trwały ślad psychiczny. „Gdy usłyszymy syreny w Polsce czy Stanach Zjednoczonych, gdzie nie ma wojny, to i tak będziemy się tak samo bać” – przyznaje.
Kardynał Radcliffe w Chersoniu
Ojciec Krawiec wspomina też niedawną wizytę kardynała Timothy’ego Radcliffe’a, byłego generała zakonu dominikanów. Hierarcha odwiedził Kijów w marcu i pojechał z zakonnikami konwojem do Chersonia.
Pomocniczy biskup Aleksander osobiście pomagał wynosić rozbite okna po jednym z poprzednich ataków. „To są piękne gesty wrażliwości i dobroci, które bardzo głęboko wynikają z Ewangelii” – komentuje Krawiec.
„Wolna Ukraina to też nasze bezpieczeństwo”
Zapytany o perspektywy zakończenia wojny, ojciec Krawiec zachowuje ostrożność. „Słyszeliśmy już wiele scenariuszy wieszczących słabość i upadek Rosji, a jednak wojna ciągle trwa i staje się coraz bardziej brutalna” – zaznacza.
Mimo to dostrzega w Ukraińcach niesłabnącą wolę walki i niechęć do podporządkowania się rosyjskiej dominacji. „Myślę, że my, Polacy, dobrze to rozumiemy” – mówi zakonnik, apelując o dalsze wsparcie dla wschodniego sąsiada.
Ojciec Krawiec nie ukrywa, że polskie społeczeństwo jest już zmęczone wojną i entuzjazm dla pomocy Ukrainie wyraźnie osłabł. Mimo to dziękuje tym, którzy nadal angażują się w pomoc, i przypomina o strategicznym wymiarze tej solidarności: „Wolna i silna Ukraina to także nasze bezpieczeństwo.”

