Skandal w FBK odsłania podziały rosyjskiej opozycji na emigracji
Były szef Fundacji Walki z Korupcją (FBK) założonej przez Aleksieja Nawalnego, zwolniony jesienią ubiegłego roku, przez długi czas milczał na temat okoliczności swojego odejścia. W ubiegłym tygodniu przerwał milczenie, wysuwając poważne oskarżenia o nieprawidłowości finansowe związane z „fikcyjnymi pracownikami”. Sprawa wywołała publiczną kłótnię w mediach społecznościowych, którą wielu wolałoby zachować za zamkniętymi drzwiami.
Skandal obnażył głębokie podziały i walki frakcyjne, które od lat paraliżują rosyjską antywojenną opozycję polityczną na uchodźstwie. Ponad cztery lata po inwazji na Ukrainę środowiska te wciąż nie potrafią wypracować wspólnej wizji ani przezwyciężyć wewnętrznych konfliktów.
„Za dużo czasu spędzają na wewnętrznych kłótniach”
Krytycy zarzucają opozycjonistom na emigracji, że bardziej skupiają się na wzajemnych sporach niż na walce z prezydentem Władimirem Putinem. Część obserwatorów wprost określa te środowiska mianem „nieskutecznych”. Jednak obraz, który wyłania się z rozmów przeprowadzonych przez „The Moscow Times” z osobami zaangażowanymi w działalność opozycyjną w Rosji i za granicą, jest bardziej złożony.
— Ograniczają nas represyjne przepisy, które nakładają ramy na to, co możemy mówić i robić, a ich ogranicza to, że fizycznie nie ma ich w Rosji — mówi jeden z rozmówców związanych z rosyjskim ruchem opozycyjnym. — W tym sensie są dla nas ogromnym wsparciem, bo mogą w pełni rozwijać idee, o których my możemy tylko napomknąć.
Inni oceniają opozycję emigracyjną znacznie surowiej, wskazując na niechęć do współpracy z osobami pozostającymi w kraju i niezdolność do łagodzenia skrajnych, polaryzujących stanowisk.
— Te środowiska za dużo czasu spędzają na wewnętrznych kłótniach — mówi aktywista i były samorządowiec z Rosji. — Na początku ludzie w Rosji oglądali to jak telenowelę, ale dziś już wszystkich to zmęczyło.
Dla wielu obserwatorów ostatni skandal wokół FBK jest kolejnym przykładem frustracji: spory wewnętrzne paraliżują organizacje, które mogłyby zajmować się ważniejszą pracą. Rzecznik prasowy FBK nie odpowiedział na prośbę o komentarz.
Represje w kraju, rozbicie na emigracji
Rosyjska opozycja od lat działa między młotem a kowadłem. Z jednej strony drobne publiczne kłótnie, absurdalne oskarżenia i postępujące rozdrobnienie. Z drugiej — służby bezpieczeństwa stosują nękanie i zastraszanie, państwo zaostrza represje prawne, a wybory są pełne nieprawidłowości.
Po inwazji na Ukrainę większość politycznych liderów ruchu antywojennego, którzy nie zostali zatrzymani, została zmuszona do emigracji lub milczenia. Gdy na początku 2024 roku Aleksiej Nawalny zmarł w więzieniu, opozycja straciła swoją najważniejszą postać.
Spektakularną próbę podjął były deputowany do Dumy Państwowej Borys Nadieżdin, który w 2024 roku przeprowadził kampanię prezydencką wymierzoną przeciwko wojnie. Mimo mobilizacji tłumów zwolenników w całym kraju został wykluczony z wyborów miesiąc przed głosowaniem z powodu rzekomych nieprawidłowości na liście podpisów poparcia. Wcześniej z podobnych przyczyn skreślono z listy wyborczej kandydatkę antywojenną Jekaterynę Duncową.
Według źródeł „The Moscow Times” Kreml był zaskoczony skalą poparcia dla Nadieżdina i obawiał się, że publiczne wyzwanie wobec Putina może osłabić wizerunek prezydenta. Niepowodzenie jego kampanii pokazało jasno, że dla kandydatów antywojennych nie ma miejsca w rosyjskim systemie wyborczym.
„Jeszcze w 2022 roku mieli podobne poglądy”
Kampania Nadieżdina uwypukliła rosnący rozdźwięk między radykalnymi opozycjonistami na emigracji a bardziej pragmatycznymi działaczami w kraju. Nadieżdin otwarcie skrytykował konfrontacyjny styl Nawalnego, uznając go za szkodliwy dla własnej sprawy i zwolenników. — Wyciągnąłem wnioski z błędów Nawalnego — powiedział „The Moscow Times”.
Rozmówcy redakcji wskazują, że między środowiskami krajowymi a emigracyjnymi panuje dziś minimalna współpraca, a opozycja na uchodźstwie ryzykuje utratę kontaktu z rosyjską rzeczywistością.
— Ci ludzie kiedyś byli częścią tych samych środowisk; jeszcze w 2022 roku mieli podobne poglądy — wyjaśnia jeden z rosyjskich aktywistów. — Jednak z czasem codzienne doświadczenia i ocena rzeczywistości zaczęły się rozchodzić.
Jako przykład rozmówca podaje, że wielu Rosjan odrzuca koncepcję „zbiorowej winy społeczeństwa” za wojnę w Ukrainie — pogląd, który zyskał pewne uznanie wśród opozycji emigracyjnej. — Większość tych, którzy zostali, uważa, że to ślepa uliczka. Twierdzą, że Rosjanie są dziś również ofiarami tego, co się dzieje — dodaje.
„Prędzej czy później te cele zostaną osiągnięte”
Większość działaczy emigracyjnych staje przed trudnym pytaniem: jak pozostać istotnymi, mając tak niewiele perspektyw? Ponieważ grozi im areszt, nie mogą wrócić do Rosji, więc wielu stawia na przygotowania do przyszłości — nawet jeśli wydaje się ona odległa — w której powrót okaże się możliwy.
Olga Gałkina, była lokalna polityczka żyjąca na emigracji w Berlinie, uważa, że właśnie przygotowanie powrotu do Rosji powinno być głównym priorytetem opozycji na uchodźstwie, obok walki o uwolnienie więźniów politycznych.
— Prędzej czy później te cele na pewno zostaną osiągnięte: wojna się skończy, więźniowie polityczni zostaną uwolnieni i będzie można wrócić do Rosji, by kontynuować działalność — powiedziała.
Działalność antywojennych środowisk emigracyjnych obejmuje szeroki zakres inicjatyw — od oddolnych akcji społecznych, przez stowarzyszenia polityczne, po projekty medialne. Analitycy są jednak zgodni: koalicja ta jest niemal pozbawiona realnego wpływu na politykę w Rosji.
Podziały nawet w PACE
Wielu obserwatorów uważa, że nowo utworzona grupa rosyjskich przedstawicieli w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy (PACE) daje obecnie najpoważniejsze szanse na nagłośnienie spraw opozycji. Jednak i tam szybko pojawiły się podziały.
Jeden z członków grupy, Rusłan Kutajew, został w ubiegłym miesiącu zawieszony po kontrowersyjnych wypowiedziach na temat osób LGBTQ+ oraz odmowie potępienia tzw. zabójstw honorowych w swojej rodzinnej Czeczenii.
Doświadczenia Swietłany Utkiny, byłej petersburskiej radnej, która opuściła Rosję w 2022 roku pod presją władz, dobrze ilustrują napięcie między wielkimi ideałami a nieuniknionymi konfliktami rosyjskiego życia politycznego na emigracji. W Finlandii założyła organizację pozarządową i dołączyła do stowarzyszenia Deputowani Pokoju Rosji. Latem ubiegłego roku pokłóciła się jednak z grupą o kwestię anonimowego członkostwa i złożyła rezygnację w geście sprzeciwu.
Dziś Utkina angażuje się w nową inicjatywę: partię polityczną zakładaną przez opozycjonistę Ilję Jaszyna, której start zaplanowano na przyszły miesiąc. Organizatorzy liczą, że partia zjednoczy rozproszone środowiska antywojenne pod wspólnym szyldem.
W rozmowie z „The Moscow Times” Utkina odrzuciła krytykę opozycji emigracyjnej jako „bzdurę” służącą Kremlowi do siania podziałów, przyznała jednak, że podziały te rzeczywiście istnieją.
— Rosyjska opozycja na uchodźstwie nie może być jednolita, bo Rosję opuściło wiele bardzo różnych środowisk — powiedziała. — To nie jest tak, że wyjechali tylko zwolennicy Chodorkowskiego czy tylko zwolennicy Nawalnego.
Nie tylko rosyjska opozycja ma ten problem
Część krytyków postrzega nieustanne konflikty wewnętrzne jako szczególną słabość rosyjskiej opozycji. Margarita Zawadska, starsza badaczka Fińskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, nie podziela jednak tej oceny.
— To bardzo typowa dynamika dla środowisk politycznych na emigracji z krajów autorytarnych — mówi Zawadska. — Patrząc z lotu ptaka na rosyjską opozycję emigracyjną, nie wyróżnia się ona szczególnie. To dość typowy przypadek w takich okolicznościach.
Nawet w warunkach bezprecedensowych represji Rosjanie znajdują sposoby, by publicznie sprzeciwiać się władzy. Zawadska przywołuje protesty „W południe przeciwko Putinowi” w 2024 roku — odbywające się w rosyjskich i zagranicznych miastach w głównym dniu wyborów prezydenckich — jako dowód, że współpraca środowisk krajowych i emigracyjnych jest nadal możliwa.
Minęły jednak już dwa lata od tamtych wydarzeń i nie jest pewne, czy Kreml ponownie dopuści do takich publicznych przejawów sprzeciwu. Jesienne wybory do Dumy Państwowej będą sprawdzianem, czy kandydaci antywojenni mają jakiekolwiek szanse na udział w życiu politycznym kraju.
Jeden z rozmówców „The Moscow Times” zauważył, że przed wyborami polityczna apatia i postępujące ograniczenia w internecie utrudniają dotarcie do odbiorców — zarówno tym działającym w kraju, jak i za granicą.
— Można pozostawać obecnym w przestrzeni informacyjnej. Jeśli jednak chodzi o realne uczestnictwo w rosyjskiej polityce, jest to mało prawdopodobne — ocenia rozmówca. — Ale pamiętajmy, że także Lenin przebywał na emigracji od 1907 do 1917 roku i niewiele wtedy znaczył.
Rozmówca nie dodaje jednak, że w kolejnym rozdziale tej historii powrót Lenina do kraju wiosną 1917 roku zapoczątkował wydarzenia, które doprowadziły do największej i najbardziej destrukcyjnej przemiany politycznej w historii Rosji.

